Zadźwięczał dzwonek szkolny, a z każdej z klas wyleciała chmara uczniów. Każdy się cieszył, bo to już była ostatnia lekcja w piątek, a teraz weekend. Jedynie w klasie nr. 17 pozostała dziewczyna, której nie śpieszyło się do domu. Camila siedziała przy ławce, ogarniając wzrokiem całą klasę. Było jej ciężko, bo wiedziała, że to jej ostatni dzień tutaj. Nie chciała się rozstawać ze swoimi przyjaciółmi, ze swoim chłopakiem, ogólnie z całym tym miastem, a było ono piękne. Od 17 lat mieszkała w Holmes Chapel, a teraz musi się stąd wyprowadzić, ponieważ jej tata dostał pracę w Londynie. Jest jej trudno. Jeszcze raz oglądnęła klasę, wstała i podeszła do tablicy, wzięła kredę w dłoń i zaczęła rysować nic nie znaczące kreski. Zrobiła to, ponieważ to przypominało o jej pierwszej jedynce z zachowania, właśnie za taki wybryk. Ktoś powie, że to głupie, ale nie dla niej. Nie teraz. Teraz to nawet najmniejsza rzecz ma ogromne znaczenie, skoro wie, że nigdy się nie powtórzą. Że straci je na zawsze.
- Camila? Czemu nie idziesz do domu? - do sali weszła nauczycielka.
- Och, tak, już wychodzę. - odpowiedziała dziewczyna.
- Tylko nie zapomnij zetrzeć tablicy. - kobieta rzuciła jej krótki uśmiech i wyszła.
- Będzie mi tego brakować. - westchnęła, zmazała posłusznie tablicę i udała się w kierunku wyjścia.
- Będzie mi tego brakować. - westchnęła, zmazała posłusznie tablicę i udała się w kierunku wyjścia.
Przed szkołą już nikogo nie było, wszyscy się porozchodzili. Camila ruszyła sama do domu.